Mediacja sądowa – czy wybór osoby mediatora ma wpływ na naszą przyszłość?

O utraconej szansie na porozumienie, która stworzyła jeszcze bardziej wartościowe możliwości.

Tym razem to jest moja historia.

Wiele lat temu byłam uczestnikiem postępowania sądowego. Uwierzcie mi, że nie miał żadnego znaczenia fakt, iż obszar prawa i sądownictwa był mi bardzo dobrze znany. Gdy sprawa dotyczy nas osobiście, pojawiają się zupełnie inne emocje.

Każde pismo z Sądu, każda rozprawa i każde oczekiwanie na kolejne rozstrzygnięcie podwyższały poziom napięcia. Konflikt zaczynał znacząco wpływać na codzienne funkcjonowanie, choć bardzo starałam się do tego nie dopuścić.

W trakcie postępowania Sąd, za zgodą obu stron, skierował sprawę do mediacji.

Przyznam, że przyjęłam tę decyzję z ogromną nadzieją i ulgą.

Zagadnieniem mediacji interesowałam się już od dawna. Wierzyłam, że jest to przestrzeń, w której można nie tylko spokojnie rozmawiać o stanowiskach stron, ale również próbować zrozumieć przyczyny konfliktu. Od zawsze bliskie było mi przekonanie, że za każdym człowiekiem stoi jego własna historia. A za wieloma czynami kryją się doświadczenia, emocje, potrzeby, których na pierwszy rzut oka nie widać. Dlatego wydawało mi się, że mediacja będzie właśnie miejscem, w którym ktoś pomoże nam dotrzeć głębiej niż do samych wzajemnych zarzutów.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

Po kilku tygodniach oczekiwania sama skontaktowałam się z mediatorem, aby dowiedzieć się, na jakim etapie znajduje się sprawa. Usłyszałam jedynie, że nie zdążył jeszcze zapoznać się z aktami i nie kontaktował się z drugą stroną. Kolejne tygodnie później otrzymałam wiadomość z terminem spotkania.

I to był ten moment, od którego ta historia mogła potoczyć się inaczej.

Wszyscy stawili się punktualnie. Strona przeciwna wraz ze swoim pełnomocnikiem, mediator i ja. Mediator przedstawił podstawowe zasady mediacji, podsumował przedmiot sporu i oddał głos stronom. Z każdą kolejną minutą rozmowa coraz bardziej przypominała jednak spór, który dobrze znałam już z sali rozpraw. Po drugiej stronie pojawiały się zarzuty i nieprzyjemne słowa, które zamiast przybliżać nas do porozumienia, jeszcze bardziej od niego oddalały. Siedziałam w milczeniu. Nie znalazłam nawet odrobiny przestrzeni, w której moja wypowiedź mogłaby osiągnąć jakikolwiek cel. W pewnym momencie zaczęłam już tylko myśleć o tym, aby jak najszybciej zakończyło się to spotkanie, którego absolutnie nie nazwałabym mediacyjnym.

Do ugody oczywiście nie doszło.

Co więcej, opuszczałam spotkanie z poczuciem jeszcze większego napięcia niż przed jego rozpoczęciem. Przez pewien czas po tym wydarzeniu byłam przekonana, że mediacja po prostu nie działa. Jednak to doświadczenie skłoniło mnie do głębszej analizy całego procesu. I wtedy dotarło do mnie, że wyciągnęłam błędny wniosek. Zrozumiałam, że problem nie polegał na samej mediacji. Problem polegał na tym, że nie miałam wówczas świadomości, jak ogromne znaczenie ma osoba mediatora. W tamtym czasie wydawało mi się, że skoro sprawa została skierowana do mediacji przez sąd, to mediator jest po prostu częścią procedury. Przyjęłam to jak zwyczajne zarządzenie sądu. Nie analizowałam. Nie zadawałam pytań. Nie zastanawiałam się, czy jest to osoba, przy której będę potrafiła rozmawiać o sprawach dla mnie ważnych.

Tymczasem mediacja nie jest zwykłą procedurą. To rozmowa o sprawach, które często są tymi najtrudniejszmi w życiu. Rozwód. Dzieci. Majątek. Spadek. Wieloletni konflikt rodzinny. Spór pomiędzy wspólnikami.nCzy w takich sytuacjach naprawdę bez znaczenia jest osoba, która prowadzi rozmowę?

Nie każdy wie, że ma wybór

Wiele osób zakłada, że skoro sąd skierował sprawę do mediacji, to wybór mediatora został już dokonany i jest ostateczny. Tymczasem również w mediacji prowadzonej na podstawie skierowania sądu strony mogą mieć wpływ na wybór osoby mediatora. To bardzo ważna informacja. Bo nie każdy mediator pracuje w taki sam sposób. Tak jak nie każdy lekarz, psycholog czy pełnomocnik będzie dla nas odpowiedni. Mediatorzy różnią się doświadczeniem, specjalizacją, sposobem prowadzenia rozmowy oraz podejściem do ludzi. Jedni skupiają się przede wszystkim na formalnej stronie procesu. Inni większą uwagę poświęcają komunikacji, emocjom i budowaniu przestrzeni do rozmowy. Nie oznacza to jednak, że któryś sposób jest lepszy lub gorszy. Oznacza jedynie, że warto świadomie zastanowić się, komu powierzamy udział w jednej z najważniejszych rozmów naszego życia.

Jak skorzystać z prawa wyboru mediatora?

Skierowanie sprawy do mediacji przez sąd nie zawsze oznacza konieczność współpracy z osobą wskazaną w postanowieniu. Jeżeli strony zgodnie uznają, że chciałyby skorzystać z pomocy innego mediatora, mogą poinformować o tym sąd i wskazać wybraną przez siebie osobę. W praktyce najłatwiej zrobić to jeszcze przed rozpoczęciem mediacji.

Jeżeli natomiast mediacja już się rozpoczęła, a strony dochodzą do wniosku, że chciałyby kontynuować rozmowy przy wsparciu innego mediatora, również warto skonsultować taką możliwość z sądem lub swoim pełnomocnikiem.

Każda sytuacja wymaga indywidualnej oceny, jednak warto pamiętać o jednej bardzo ważnej zasadzie:

Mediacja opiera się na dobrowolności i zaufaniu.

Dlatego osoba mediatora nigdy nie powinna być dla stron bez znaczenia. Jeżeli sąd skierował Cię do mediacji, zanim zaakceptujesz wskazaną osobę mediatora, poświęć kilka minut na sprawdzenie jej sposobu pracy. To może być jedna z najważniejszych decyzji, jakie podejmiesz w trakcie całego konfliktu.

Czym kierować się przy wyborze mediatora?

Przed wyborem mediatora warto zadać sobie kilka pytań:

  • Czy czuję się przy tej osobie bezpiecznie?
  • Czy sposób komunikacji budzi moje zaufanie?
  • Czy mam poczucie, że zostałem wysłuchany?
  • Czy wierzę, że ta osoba będzie czuwać nad przebiegiem rozmowy?
  • Czy przy tej osobie widzę szansę na spokojną rozmowę, nawet jeśli konflikt jest bardzo trudny?
  • Czy moja historia i moja perspektywa będą miały przestrzeń, aby naprawdę wybrzmieć?

Moim zdaniem są to pytania znacznie ważniejsze niż liczba przeprowadzonych mediacji, podpisanych ugód czy długość zawodowego życiorysu.

Dlaczego nie znajdziesz mnie na liście stałych mediatorów sądowych?

Pytanie o brak mojej obecności na tej liście słyszę dosyć często. Odpowiedź jest bardzo prosta. Świadomie nie ubiegałam się o wpis na listę stałych mediatorów sądowych. Nie dlatego, że taki wpis nie ma dla mnie wartości, a wyłącznie dlatego, że zawsze najbardziej zależało mi na tym, aby osoby trafiające do mnie robiły to w wyniku własnego wyboru, kierując się zaufaniem i przekonaniem, że właśnie przy mnie chcą podjąć próbę rozmowy.

Wierzę, że mediacja zaczyna się od zaufania. To jest pierwszy etap całego procesu. Strony powinny od początku czuć, że mają wpływ na jego przebieg, począwszy od decyzji o podjęciu mediacji aż do jej zakończenia. Mediacja nie jest dla mnie procedurą. Jest spotkaniem ludzi znajdujących się w trudnym momencie swojego życia. A takie spotkanie wymaga czegoś więcej niż znajomości przepisów. Wymaga poczucia bezpieczeństwa. Bycia wysłuchanym. Zrozumienia. I przede wszystkim nadziei, że pomimo konfliktu można jeszcze zbudować lepszą przyszłość. I właśnie od tego zawsze zaczynam swoją pracę. 

 

Powyższa historia mogła potoczyć się inaczej. Lecz w tym konkretnym przypadku bardzo się cieszę, że tak się nie stało. Wprawdzie nie zakończyła się tak, jak wówczas oczekiwałam, jednak z perspektywy czasu uważam ją za jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu zawodowym.

To właśnie dzięki niej zaczęłam zadawać sobie pytania o to, czym naprawdę powinna być mediacja. Co sprawia, że człowiek czuje się wysłuchany? W jaki sposób stworzyć przestrzeń, w której każda ze stron ma realny wpływ na przebieg rozmowy? Jak zadbać o niezachwiane poczucie bezpieczeństwa, równowagi i wzajemnego szacunku, nawet wtedy, gdy konflikt jest bardzo głęboki?

Zrozumiałam również coś jeszcze. Prawdziwym celem mediacji nie jest samo zawarcie ugody, a jest nim stworzenie i utrzymanie przez wszystkie jej etapy takich warunków do rozmowy, aby każda ze stron mogła zostać usłyszana i zrozumiana oraz była gotowa świadomie podjąć decyzję dotyczącą swojej przyszłości.

W pewnym sensie właśnie od tej historii rozpoczęła się droga, która doprowadziła mnie do stworzenia V.I.A.

I choć tamta mediacja nie przyniosła porozumienia, pozostawiła po sobie coś niezwykle wartościowego. Pokazała mi, jakim mediatorem sama chciałabym być.

 

Na zkończenie...

Czy podczas lektury mojej historii odnieśliście wrażenie, że czegoś w niej zabrakło? Jeżeli w Waszej głowie pojawiło się „tu chyba zabrakło równości stron”, to znaczy, że zaczynacie dostrzegać jeden z najważniejszych fundamentów mediacji. O tym, dlaczego zasada równości stron ma tak ogromne znaczenie, opowiem w kolejnym artykule.